piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 1 - park rozrywki, fatalny wypadek

*Lilianna*
Pierwsza myśl jaka mi wpadła do głowy to: ty mówisz serio? Ale w końcu po chwili namysłu odpowiedziałam:
- No OK. Na pewno przyjdę. Wezmę ze sobą Izę i Klaudię.
-  To do 19:00. Skinęłam głową na znak, że się zgadzam. Wracałam do domu cała w amorach. Dałam znać dziewczynom SMSem, że wybieramy się wszyscy do parku rozrywki. Zgodziły się. Super. Została kwestia rodziców. No niestety. Weszłam do domu. Zastałam rodziców w kuchni. Mama robiła obiad, a tata grał z moją siostrą na x-boxie. To znaczy kibicował jej.
- Mamo. Mogę pójść z paczką do parku rozrywki? - zapytałam.
- Oczywiście - odetchnęłam z ulgą.
- A będą jacyś chłopcy? - a któż by inny o to zapytał?
- Tato... Tak koledzy - odpowiedziałam.
Tata spojrzał na mnie dziwnie, ale nic nie odpowiedział. Hurra! OK. Ostatni punkt: ubranie. Muszę mu się spodobać. Hmm... Wybrałam dżinsy, błyszczącą koszulę w kratę i vansy. Uczesałam się w kucyk i zrobiłam sobie delikatny makijaż.
- Już wychodzę! Wrócę po 23:00!
Na szczęście usłyszałam tylko "yhym" mamy. Postanowiłam przejść się spacerkiem. Było jeszcze widno, pół godziny przed czasem i ciepło. Skręciłam obok budynku i wpadłam na Sebastiana.
- Hahahaha. Znowu na siebie wpadamy - mówił przez śmiech.
Pomógł mi wstać i ruszyliśmy w stronę parku rozrywki. Rozmawialiśmy bez przerwy. Przy parku rozrywki czekali na nas jego koledzy i Klaudia oraz Iza. Przywitaliśmy się i poszliśmy się bawić. Z dziewczynami odłączyłyśmy się od chłopaków, którzy grali w strzelanki. Usiadłyśmy na ławce, na skraju parku, obok głębokiego lasu, który był oświetlany jedynie przez małą lampę uliczną. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Nagle poczułam coś zimnego na szyi. Serce mi podskoczyło. Dziewczyny zaczęły piszczeć i uciekły. Ten ktoś zaciągnął mnie w najgłębszą część lasu. Poczułam w pewnym momencie, że coś napiera na moje plecy. Uderzyłam w drzewo. Zsunęłam się powoli i oparłam. Napastnik wymierzył kolejny cios tym razem w brzuch. Zwijałam się z bólu. Potem kolejny. Dostałam nogą. Czułam że odpływam. Z tego transu wybudził mnie ostry ból w ręce. Spływała po niej krew. Czekałam na następny cios lecz nie nastąpił. Poczułam tylko jak ktoś mnie podnosi. Dalej ciemność.

*Sebastian*
Grałem z chłopakami w strzelanki kiedy doszedł do moich uszu pisk dziewczyn.
- Co się stało? Gdzie Lil? - krzyknąłem.
- Gościu... Lilianna... Las... Nóż...
Zrozumiałem wszystko. Rzuciłem się biegiem w głąb lasu. Usłyszałem śmiech. Pobiegłem w tamtą stronę. Widziałem jak jakiś gościu ma zamiar uderzyć Lil. Rzuciłem się na niego. Po kilku sekundach poddał się i uciekł. Wziąłem Liliannę na ręce i poszedłem do ławki gdzie siedziały. Położyłem ją i zadzwoniłem po pogotowie. Reszta miała zadzwonić po jej  rodziców.
- Wszystko będzie dobrze. Obiecuję.... - powiedziałem przez łzy.
**************************************
Zapraszam na rozdział. Mam nadzieję że się podobał. Spodobało ci się? Skomentuj! Mam wrażenie że nikt nie czyta tego bloga. Proszę komentujcie.No dobra następny rozdział w piątek.
#happy

3 komentarze:

  1. Heh :D Ten ktoś musiał mieć powód... Liczę na wyjaśnienia w dalszych częściach ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Obiecanki cacanki... A skoro się znają to trochę sztywne jest mówić o niej Lilianna. Niech ten Sebastian nazwie ją Lilką czy coś w tym guście. Ale b. interesujące. Czekam na następne ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest skrót Lil. Wydaje mi się, że narazie taki jest odpowiedni. Ale dziękuję za pomysł na pewno go wykorzystam.
      #happy

      Usuń

Obserwatorzy